-Tommy, co jasnej cholery, co tu robisz? – ton zaskoczenia zdawał się brzmieć dość absurdalnie w jej ustach, jakby popełnił jakąś zbrodnię, zjawiając się bez zapowiedzi. Obie brwi dziewczyny powędrowały w górę, domagając się odpowiedzi. Była przemoczona do suchej nitki i wyglądała jakby przebiegła jakiś maraton w wielkiej ulewie. Wystarczył jednak krótki przemarsz z nocnego klubu do domu, ażeby jej włosy jak i zielony płaszcz zostały całkowicie mokre. Sama mina dziewczyny wyrażała więcej niż tysiące słów, a Tommy w duchu stwierdził, że wyglądała dość zabawnie, taka poruszona do granic możliwości jak i zupełnie zbita z tropu.
-Stoję i czekam na ciebie. – odpowiedział jej bardzo spokojnie, tonem znawcy, który informował ją, że wcześniejsze pytanie było zupełnie zbędne jak i nie na miejscu. Brunet uśmiechnął się do niej rozbrajająco, tak jak potrafił tylko on, w planach mając podejść do niej po prostu i namiętnie pocałować. Ale coś mu jednak nie pasowało.. zamarł w miejscu, taksując ją uważnym spojrzeniem. – Jude… a co ty zrobiłas z włosami!? – wskazał palcem na jej brązowe i lśniące kosmyki, otwierając szeroko granatowe oczy. Nie mógł uwierzyć, że jego słodka Judy przefarbowała się z pięknego, jasnego blondu na.. coś takiego. Nie mógł z siebie słowa wydusić, a tym bardziej się poruszyć.
Gdzieś za dziewczyną ktoś zarechotał, a po chwili wyłoniła się zza niej ruda czupryna. Piękna towarzyszka Jude również była cała mokra, a z jej miedzianych, poskręcanych włosów kapały kropelki krystalicznej wody. Nieznajoma odchrząknęła i uśmiechnęła się szyderczo w stronę chłopaka. Harrison założyła ręce na piersi, domagając się od producenta wyjaśnień tak niespodziewanej wizyty.
-Oh, Judy.. to już odwiedzić cię nie można bez zapowiedzi? Wiem, że nie lubisz niespodzianek, ale choć raz mogłabyś docenić moje starania i się uśmiechnąć. – rzekł teatralnym głosem i przybrał minę zbitego psa, jakby brązowowłosa go czymś katowała. Po chwili uśmiechnął się szeroko, widząc jej minę i zdecydowanym gestem pomachał do znajomej Panny Harrison, która skinęła mu głową i szepnęła coś Jude na ucho. Po chwili już jej nie było. Zostali sami. Była blondynka pokręciła z premedytacją głową i zaprosiła Tom’a do środka, posyłając mu spojrzenie pełne politowania. Właściwie to co innego mogła zrobić?
-Zapraszam do środka, Quincy. Czuj się jak u siebie w domu. – posłała mu kpiący uśmieszek i otworzyła przed nim drzwi, ruchem dłoni ukazując wnętrze swojego apartamentu.
***
Stojąc na obszernym tarasie, podziwiała malowniczy zachód słońca, jakich mało było w Londynie. Była w tym mieście zaledwie pięć miesięcy, ale zdążyła przywyknąć do tego miejsca, jakby mieszkała tam od zawsze. Nie obce były już dla niej odgłosy miasta, deszczu i zupełnie innych ludzi, niż tych z Toronto. Zwariowany i tak bardzo inny świat.. Nawet zapach znacznie się różnił.
Opierała się o czarną barierkę, a w jednej z dłoni trzymała szklankę szkockiej, która miała bojowe zadanie ukoić jej nerwy. Pojawienie się Tom’a oczywiście było dla niej wielkim szokiem, ale też i nie lada wyzwaniem, ażeby nie wybuchnąć. Nie spodziewała się go tak szybko.. akurat wtedy, kiedy zaczynała układać sobie życie od nowa.
Stojąc tak i myśląc nad wszystkim i nad niczym, nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś od dłuższej chwili ją obserwuje. Przyglądał się jej z wielkim i co najważniejsze, szczerym uśmiechem na twarzy. Producent stał luźno oparty o szklane drzwi. Według niego Lady Harrison wcale się nie zmieniła, jak to stwierdził na początku. No oczywiście nie licząc koloru włosów, ale do tego mógł się przecież przyzwyczaić. W świetle zachodzącego słońca jej ciemne kosmyki wydawały się być jak z bajki.. ona sama też wydawała się być jak z jakiejś bajki.. taka nierealna.. taka, której niestety na chwilę obecną nie mógł mieć. Odchrząknął w końcu, zwracając na siebie jej uwagę. Odwróciła się szybko, wcale nie kryjąc zmieszania.
-Jeśli chcesz, to w mini barku jest szkocka, nalej sobie. – uśmiechnęła się ciepło w jego stronę i wyraźnie się ociągając, wróciła do wcześniejszej czynności. Nerwowo przeczesała wilgotne włosy, które jeszcze nie zdążyły wyschnąć, nadal czując za sobą Tommy’ego.
-W przeciwieństwie do ciebie nie potrzebuję alkoholu, aby się nie denerwować, Harrison. – burknął wesoło, podchodząc do niej i zajmując miejsce obok.
-No tak, zawsze przecież miałeś mocniejsza głowę. – wypaliła, zanim w ogóle pomyślała co mówi i ugryzła się w język.
-Ano miałem.. tylko, że nie o tym chciałem porozmawiać, Jude. – spojrzał jej prosto w oczy, uniemożliwiając drogę ucieczki. – Przyjechałem, bo zostałem wyznaczony, żeby ściągnąć się do Toronto.. do domu. – wydusił z siebie jednym tchem, czekając na jakąkolwiek reakcję i zachęcając ją nikłym uśmieszkiem.
-Zostałeś wyznaczony, tak? – Nie uwierzyła i uniosła jedną brew, czekając na wyjaśnienia.
-No dobra, niech będzie.. zgłosiłem się na ochotnika. – wyszczerzył się, a Jude posłała mu triumfalny uśmieszek.
-Tak myślałam.
_____________
Rozdział pierwszy celowo jest taki krótki. Nie mam jeszcze rozwiniętego całkowitego pomysłu, a koniecznie chciałam coś dodać. Z pewnością będzie jeszcze dziś poprawiany, a od następnego, jeśli mnie wena najdzie, będę starała sie pisac normalniej..
Sama nie wiem co o tym sądzić, wrzucam tylko żeby coś było.
Blog cały czas nie jest do końca gotowy, ciągle nie ogarniam całego blogspota.. no cóż, z czasem będzie lepiej.